Przepisy.com

Relacja z piątego półfinału Blogerchef – Bielsko-Biała

W zasadzie jeszcze na gorąco korzystając z wolnej niedzieli i przed ruszeniem do ogrodowych prac zaplanowanych na ten tydzień ( pielenie, sianie, sadzenie rozsady etc ) przybliżę Wam kulisy piątego półfinału konkursu BlogerChef. Piątego, który wyłonił ostatniego uczestnika finałowej rozgrywki ( o zwyciężczyni słów kilka trochę później ). Na początek słowa o moim „występie”. „Szefowałem” w drugiej turze i jako męski rodzynek miałem do pomocy trzy sprytne dziewczyny.

blogerchef bielsko usydus

Sukces był na wyciągnięcie ręki, moją przystawkę ( łosoś na ogórku ) jurorzy: gospodarz Mirek Drewniak, Szef Tomasz Żmuda oraz Szef Domnik Kloc ( Rybą zwany ) zajadali ze smakiem i chwalili smak sosu z limonki, sosu ostrygowego, imbiru i chilli; niestety moje stępione poprzednim wieczorem kubki smakowe nie wyczuły nadmiaru soli w daniu głównym i zleciałem w kilka chwil z samej góry do piwnic przepięknego Dworku, gdzie cała impreza się odbywała.

Trochę szkoda, ale z drugiej strony wieczorek „zapoznawczy” był wesoły i pełen ciekawych dyskusji nie tylko o jedzeniu. Winnym porażki niniejszym mianuję Paszczaka, który to kazał mi siedzieć do 3 rano i spożywać alkohol w nieplanowanych wcześniej ilościach 😉 Nagana należy się też mojej żonie, która nie pojechała ze mną i mnie nie upilnowała 😉

Skoro jesteśmy przy wieczorku to cały poprzedzający konkurs dzień był udany: kilka chwil na prezentacji o jakości mięsa drobiowego, prezentacje kulinarne w wykonaniu Mirka Drewniaka oraz kucharzy z Dworek New Restaurant, wspólne gotowanie, pokaz sushi i bardzo pouczająca wycieczka po Dworkowej kuchni i obserwacja wydawania posiłków „na czas”.

blogerchef dworek new restaurant

Po smacznej kolacji przenieśliśmy się na hotelowy taras gdzie rozpoczęła się  integracja blogerów z przedstawicielami ( i uroczymi przedstawicielkami sponsorów ). Oprócz dyskusji o jedzeniu, poprzednich półfinałach, psach, wycieczkach, kotach, dzieciach, wczasach, namiotach czy sprzątaniu tatr ( akcja prowadzona przy wsparciu Jana Niezbędnego www.czystetatry.pl ) poruszaliśmy chyba jeszcze kilkadziesiąt różnych tematów tak, ze ciężko było czasem to wszystko ogarnąć. Dla mnie zagadką wieczoru było jak przedstawić na stronie, we wpisie na blogu etc zalety foli spożywczej, która ma perforację ułatwiającą urywanie kawałków tejże foli ? hę, jest tu jakiś cwaniak, bo ja nie wiem 😉 Wygodna sprawa, ale chyba każdy musi sam sprawdzić i poczuć różnicę. Tak czy siak, dobrze, ze w torbie z prezentami od Jana ta folia się znowu znalazła.

Wieczorek upływał sobie spokojnie, ale dziewczyny powolutku, po cichutku zaczęły znikać, żeby się wyspać przed konkursem i tak oto zostaliśmy z Paszczakiem i Tomkiem z serwisu www.jedzjedz.pl. O 3 rano stuknąłem się w głowę i pomyślałem, że jak mam od rana gotować to jednak pora do spania.

Poranek to totalna zmiana pogody ( na gorsze niestety ), losowanie grup i kolejności gotowania oraz szybki test z wiedzy o kuchni Dalekiego Wschodu ( Kasia się postarała i test do łatwych nie należał – a może to ja po prostu mało wiem ).

Potem to już tylko gotowanie i pita co przerwę kawa, która jakoś trzymała mnie przy życiu ( dzięki DeLonghi ). Pomagały też rozbrajające żarty Mirka Drewniaka, których cytować nie zamierzam oraz troska i opieka dziewcząt ( dzięki Kinga, Gosia, Ania, Joanna ).

blogerchef delonghi

I tak gotowaliśmy, gotowaliśmy kilka godzin zmieniając się w grupach, obiad zjedliśmy, co niektórzy na do widzenia jeszcze skonsumowali sporo wina. A potem sie okazało, że konkurs mógł się skończyć po pierwszej turze gotowania: wygrała bowiem Gosia z Tapas de Colores, która zastrzeliła jurorów i widzów pysznym deserem kokosowym i czarnym makaronem z owocami morza. Miałem to szczęście, że byłem w grupie robiącej te dania i choć po części mogę się czuć wygranym 😉 Może nie spróbowałem wszystkiego, co gotowaliśmy, ale wygrana trafiła w godne ręce; choć wiele było innych pyszności. Drugie i trzecie miejsce trafiło również w kobiece ręce – co nie dziwi zważywszy na fakt, że na 8 osób, byłem jedynym męskim przedstawicielem i i jeszcze przesoliłem sos do klopsów.

blogerchef tapas de colores

Na koniec wspólne zdjęcia, krótka acz treściwa historia Dworku, w którym gotowaliśmy, wakacyjne opowieści Tomka Żmudy ( bardzo sympatycznego Szefa kuchni hotelu Klimczok w Szczyrku ) i do domu.

Podsumowując muszę przyznać, że i miejsce i ludzie na tym półfinale byli fantastyczni. Różne docierały do mnie głosy na temat 2,3 i 4 półfinału, ale ja miałem to szczęście, że i na pierwszym i na
ostatnim, w których uczestniczyłem atmosfera była przednia ( a może to ja tak na ludzi wpływam po prostu, buchacha 😉 )

p.s. wpis nie jest sponsorowany, nie powstał na zamówienie, nie byłem sztucznie motywowany i odzwierciedla moje własne przemyślenia 😉

p.s.2 zdjęcia podprowadziłem Gosi z TapasDeColores oraz samemu BlogerChefowi 😉

Wydruk przepisu
Relacja z piątego półfinału Blogerchef - Bielsko-Biała
Porcje
Porcje
Dodaj komentarz
*
*
*