Przepisy.com

III półfinałBlogerChef w Dworze Kombornia

Tak sobie pomyślałem, że skoro dzisiaj jadę na kolejny półfinał BlogerChefa to pora najwyższa napisać kilka słów o poprzednim „występie” w Komborni. Dwór Kombornia to piękne miejsce pośrodku niczego. Olbrzymi teren parkowy, sporo starych i odrestaurowanych budynków, piękny reprezentacyjny dwór i królowa pierwszego wieczoru: piwniczka „win podkarpackich”. Generalnie jednak gdyby nie nawigacja ciężko byłoby trafić, ale ja to lubię. Zdecydowanie lepiej czuje się na odludzi niż w centrum dużego miasta.

ja

Jak już wspomniałem pierwszy wieczór – a w zasadzie już w kilka minut po przyjeździe – należał do podkarpackich win, o których posłuchaliśmy, których sporo ( niektórzy zbyt dużo ) popróbowaliśmy oraz które były idealnym uzupełnieniem wyśmienitej kolacji przygotowanej przez szefa Macieja Kopczyńskiego. Jako, że wszystko: wino, jedzenie, towarzystwo, wystrój i atmosfera były idealne; trochę się zasiedzieliśmy. Jak się później okazało nie przeszkodziło to jednej z towarzyszek wieczoru wygrać cały 3 półfinał. Ech mój organizm ( pewnie z racji wieku ) już tak szybko się nie regeneruje.

jurorzy

Po upojnej nocy nieubłaganie nastał ranek i rozpoczęło się gotowanie. Całe szczęście miałem szefować w ostatniej turze, co pozwoliło mi się ogarnąć i rozgrzać przez kilka godzin pracy jako pomocnik w grupach kierowanych kolejno przez: Ewę, Anię i Piotra. Kiedy już przyszła moja pora atmosfera była luźna ( poobiednia ) i bardzo wesoła, co można zobaczyć na zdjęciach na fanpage BlogerChef-a.

ocena

Cóż szefowie po raz kolejny pokazali ludzką twarz i konkurencja przebiegała bezstresowo. Pomagali w tym także przedstawiciele sponsorów, uczestnicy, organizatorzy i osoby towarzyszące. Dzień zleciał tak szybko, że nawet nie wiem kiedy dowiedziałem się, że mogę jechać na kolejny półfinał. Mogę, bo tego półfinału nie wygrałem, a wygrała go Ania z bloga „Czosnek w pomidorach”, której makaron podbił serca ( języki ) jurorów.

degustacja

Po kilku łzach szczęścia ( Ania ) i rozpaczy ( ja 😉 – na szczęście na otarcie łez każdy uczestnik dostał przepastne torby darów od sponsorów – udaliśmy się na warsztaty czekoladowe, następnie na kolejną pyszną kolację ( tym razem z rzemieślniczymi piwami ) a potem juz grzecznie do spania. W niedziele rano szybki powrót do domu i zmiana fartucha blogerchefa na koszulkę GL team i rozpoczęcie sezonu w drugim moim hobby – koszykówce. ps. wygraliśmy chociaż tutaj: 97-60

A teraz pora się pakować do Bani ( mam nadzieję, że nie nomen omen i tym razem żona mnie skuteczniej przypilnuje, na wszelki wpadek bierzemy jeszcze syna. w Komborni niestety się w tej kwestii nie popisała. Chyba, że to był taki plan, że jak ona wypije więcej, to ja mniej 😉

swinka

Wydruk przepisu
III półfinałBlogerChef w Dworze Kombornia
Porcje
Porcje
Dodaj komentarz
*
*
*